Miliard lat temu niemal wszystkie ziemskie lądy wchodziły w skład jednego, ogromnego kontynentu nazywanego przez geologów Rodinią. W tym tak zwanym superkontynencie Europa była reprezentowana niemal wyłącznie przez obecną platformę wschodnioeuropejską, czyli Skandynawię, europejską część Rosji, kraje bałtyckie, Białoruś, Ukrainę oraz kawałek północno-wschodniej Polski.

Mapa superkontynentu Rodinia sprzed jednego miliarda lat. Polska – ograniczona tylko do obszaru dzisiejszej platformy wschodnioeuropejskiej – przylega do Ameryki Południowej.
Do tego kawałka obecnej Europy przylegała… Ameryka Południowa. Znajdowała się ona (używając dzisiejszych kierunków świata, jednak trzeba pamiętać, że przed miliardem lat obecne kontynenty były obrócone) na południowy zachód od platformy wschodnioeuropejskiej, a więc w miejscu dzisiejszej zachodniej i południowo-zachodniej Polski.
Około 600 milionów lat temu (czyli w kriogenie, a krótko przed rozpoczęciem okresu ediakarskiego ery neoproterozoicznej) Rodinia podlegała zaawansowanemu rozpadowi; niektóre z jej części były już wtedy samodzielnymi lądami. To właśnie wtedy dzisiejsza Ameryka Południowa ostatecznie oddzieliła się od Europy, wędrując przez kolejne miliony lat na drugą półkulę.

Świat 650 milionów lat temu, a więc ponad 50 milionów lat przed powstaniem wołyńskich pokryw lawowych. Wielkie wylewy law były efektem oddzielania się północno-wschodniej Europy od Ameryki Południowej (a dokładniej jej części nazywanej przez geologów Amazonią). Dodatkowo na tereny objęte działalnością wulkaniczną wkraczały również zlodowacenia.
Rozpad kontynentów wiąże się z intensywną działalnością wulkaniczną. Podobne zjawiska obserwujemy dzisiaj we wschodniej części Afryki.
Działalność wulkaniczna sprzed niecałych 600 milionów lat (głównie między 580 a 545 milionami lat) na terenie dzisiejszej Europy, na styku z Ameryką Południową, była jednak o wiele bardziej gwałtowna niż w przypadku Wielkich Rowów Afrykańskich. Wielkie wylewy lawy oraz pokrywy tufów wulkanicznych zajęły bowiem obszar 150 tysięcy kilometrów kwadratowych! To niemal połowa obszaru Polski.
Zasięg tamtych wielkich pól lawowych przedstawiony jest na załączonej mapie. Pokrywy lawy tworzącej dzisiaj głównie skały wulkaniczne nazywane bazaltami rozciągają się na pograniczu Polski, Ukrainy i Białorusi, z niewielkimi fragmentami na terytorium Mołdawii oraz Rumunii.

Czerwone plamy to zasięg pokryw lawowych sprzed około 580-545 milionów lat. Pokrywają one obszar porównywalny z połową terytorium Polski. Na terenie naszego kraju lawy znajdują się głęboko pod ziemią, ale na Wołyniu pojawiają się na powierzchni.
Mapa na podstawie artykułu: Nosova, A. A., Kuz’menkova, O. F., Veretennikov, N. V., Petrova, L. G., & Levsky, L. K. (2008). Neoproterozoic Volhynia-Brest magmatic province in the western East European craton: Within-plate magmatism in an ancient suture zone. Petrology, 16(2), 105-135.
Te ogromne pokrywy lawowe nazywane są w Polsce tradycyjnie trapami wołyńskimi. Na powierzchni pojawiają się one bowiem zwłaszcza na terenie Wołynia. W Polsce są one przykryte młodszymi skałami.
Lawy bazaltowe sprzed prawie 600 milionów lat zastygały tworząc charakterystyczne pięcio- i sześciokątne słupy. Taka skała świetnie nadawała się zatem na przykład do produkcji kostki brukowej. W 20-leciu międzywojennym, gdy trapy wołyńskie znajdowały się głównie w granicach Polski, czarna, bazaltowa kostka z Wołynia trafiła na ulice wszystkich największych miast należących wówczas do Polski. Dzisiaj ponownie pojawia się, tym razem jako kamień importowany z Ukrainy. W efekcie kawałki pola lawowego mają pod stopami nie tylko mieszkańcy Białej Podlaskiej albo Zamościa, ale także wielu innych polskich miast, gdzie na ulicach położono ukraiński bazalt.

Obecność wielobocznych słupów (często pięcio- i sześcioboków) to charakterystyczna cecha wielu skał magmowych wylewnych, a więc powstających w pobliżu wulkanów. Stygnąca powoli lawa pęka w regularny sposób. Zjawisko to nazywane jest ciosem termicznym. Na przedwojennej pocztówce kamieniołom w Janowej Dolinie (dzisiaj to miejscowość Bazaltowe na Ukrainie), gdzie w dwudziestoleciu międzywojennym pozyskiwano bazalt. Pojedyncze słupy wywracano, a następnie wykorzystywano do produkcji czarnej kostki brukowej, którą do dziś można oglądać w wielu polskich miastach. Fot. Polona, licencja public domain.

Słupy bazaltowe z Janowej Doliny (dziś miejscowość Bazaltowe na Ukrainie) w ogródku skalnym Instytutu Geologii UAM w Poznaniu. Kostkę wykonaną w dwudziestoleciu międzywojennym z takich bazaltów można zobaczyć jeszcze dzisiaj w większości dużych polskich miast.

Kamieniołom bazaltu na Wołyniu (Ukraina), w okolicach Kostopola. Fot. Ihor Zlobin, Wikimedia Commons, licencja CC 3.0.
Oprócz ogromnych wylewów law bazaltowych na tym samym terenie dochodziło również do potężnych erupcji, które wyrzucały do atmosfery duże ilości materiału wulkanicznego. Zastygał on tworząc tak zwane tufy.
Zjawiska wulkaniczne nie zachodziły bez przerwy. Zmieniał się również klimat. Niecałe 570 milionów lat temu na tereny Wołynia wkroczyło zlodowacenie. Był to jeden z ostatnich epizodów związanych z obecnością pokryw lodowych na terenie dzisiejszej Polski oraz w jej sąsiedztwie. Lód pojawił się jeszcze około 440 milionów lat temu (głównie w postaci gór lodowych żeglujących po morzach zalewających tereny naszego kraju), a potem dopiero niemal już w naszych czasach – niecały milion lat temu, podczas zlodowaceń epoki plejstoceńskiej.

