Widział je każdy mieszkaniec pasa pojezierzy oraz nizin północnej i środkowej Polski. Te niewielkie, ale bardzo atrakcyjne formy terenu pojawiają się na krawędziach wysoczyzn polodowcowych oraz stokach wzgórz moreny czołowej. Nie dorównują wąwozom lessowym Kazimierza Dolnego, ale stanowią ciekawe urozmaicenie krajobrazu, sięgające swoją historią tysięcy lat wstecz.

Dolinka denudacyjna niedaleko miejscowości Głęboczek (woj. wielkopolskie, Puszcza Zielonka, na NE od Poznania).
Nie byłoby dolinek, gdyby nie lądolód skandynawski. To on odłożył pakiety glin wymieszanej ze starszymi iłami, formując rozległe, wyniesione obszary nazywane wysoczyznami morenowymi. Zajmują one prawie połowę terytorium Polski.
Niemal od razu po ustąpieniu lądolodu stoki wysoczyzn i wzgórz moreny czołowej zaczęły ulegać przekształceniom. Wody spływające po przemarzniętych stokach jako pierwsze wyszukiwały dogodną drogę, rozpoczynając rozcinanie wierzchowin, być może jeszcze przepojonych wieczną zmarzliną.
W zagłębieniach powstających na stokach zaczynały działać ruchy masowe, zwłaszcza spełzywanie gruntu, rzadziej tworzyły się osuwiska. Spełzywanie szczególnie efektywnie działało w klimacie polarnym, niedługo po ustąpieniu lądolodu – takie zjawisko pojawiające się w tej strefie klimatycznej nosi nazwę soliflukcji.
Spełzywanie prowadziło do cofania się stoków, a spływające dnem wody uprzątały osad, pogłębiając dolinki. W cieplejszym klimacie ostatnich kilku tysięcy lat procesy prowadzące do rozwijania dolin uległy zahamowaniu. Swoją rolę odegrała też stabilizująca pokrywa roślinna. Dolinki stały się suche (lub tylko okresowo wykorzystywane przez cieki). Czasami powodowało do powstawanie na dnach dolinek niewielkich, głębszych wcięć w kształcie litery V.
Z czasem swoją rolę zaczął odgrywać człowiek. Wycinka lasów, uprawa roli, melioracja… wszystkie te czynności prowadziły bądź to do pogłębiania, bądź wypłycania dolinek.

Sieć dolinek denudacyjnych w okolicach Nowego Miasta Lubawskiego (woj. warmińsko-mazurskie). Mapa przedstawia obszar o szerokości około 12 km. Zasięgi dolinek (i osadów u ich podnóży, czyli stożków napływowych) według Szczegółowej Mapy Geologicznej Polski w skali 1:50.000.
Dzisiaj możemy śledzić urozmaicające krajobraz dolinki i wąwozy rozcinające skraje wysoczyzn. Przykłady ze zdjęć i map pochodzą z wybranych miejsc północnej Polski, ale podobne formy można zobaczyć właściwie wszędzie. Warto uzmysłowić sobie przy tym, że wysokie zbocza wysoczyzn zawdzięczamy lądolodowi, a systemy dolinek denudacyjnych – w dużej mierze surowemu, polarnemu klimatowi panującemu na terenie Polski po ustąpieniu zlodowaceń. Dziś mamy piękny akcent w krajobrazie, a zarazem pamiątkę po ostatnich co najmniej 20 tysiącach lat historii.
Skąd nazwa dolinek denudacyjnych? Denudacją nazywamy ogół procesów niszczących prowadzących do wyrównywania powierzchni Ziemi. Zaliczane są do nich ruchy masowe (w tym osuwanie i spełzywanie gruntu), związane z tworzeniem zwietrzeliny (produktów niszczenia skał, powstających w wyniku działania procesów wietrzenia), a także z jej odprowadzaniem (procesy erozyjne).



