Opal z Coober Pedy (Australia).

Opal z Coober Pedy (Australia). Źródło: Wikimedia Commons.

Mogłoby się wydawać, że kanony piękna pozostają w zasadzie niezmienne, a kamienie szlachetne cieszą się taką samą popularnością, jak przed setkami lat. Nie zmienia się ich wygląd ani dostępność: diamenty cały czas są rzadkie, cenne i piękne. Reguła ta nie dotyczy jednak opali.

Opal to bezpostaciowa, uwodniona krzemionka, a zatem mineraloid blisko spokrewniony z kwarcem. Mineraloid, nie minerał. Minerał to substancja pochodzenia naturalnego, która w warunkach pokojowych wykazuje strukturę krystaliczną. Bezpostaciowy opal nie tworzy kryształów – nawet takich, które byłyby dostrzegalne dopiero pod mikroskopem.

Swoje piękno zawdzięcza zwłaszcza efektownej grze barw, nazywanej opalizacją (choć ściśle rzecz biorąc należałoby zarezerwować ten termin dla gry świetlnej podobnej do obserwowanej na opalach i widocznej na innych przedmiotach). Ten piękny kamień znajdowany jest przede wszystkim w Australii (słynne złoża w rejonie Coober Pedy oraz Andamooka), w Meksyku oraz w Brazylii.

W ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat opal przeżywał wzloty i upadki, czego odzwierciedleniem były zmieniające się ceny tego kamienia szlachetnego. Zmiany te nie wynikały jednak z przyczyn obiektywnych i racjonalnych, takie jak odkrycie nowych złóż bądź opracowanie nowych metod szlifowania i oprawiania. Ewolucji podlegał natomiast sposób postrzegania opali jako kamieni przynoszących szczęście lub pecha.

Opal w antyku

W czasach rzymskich opal cieszył się zasłużoną opinią pięknego kamienia szlachetnego, w dodatku bardzo trudno dostępnego, bo sprowadzanego aż z Indii. W rzeczywistości eksploatowane wówczas złoża leżały na terenie dzisiejszej Słowacji, a doniesienia o fałszywej lokalizacji rozpowszechniane były przez ówczesnych dystrybutorów tego kamienia.

W tradycji antycznej opale przynosiły szczęście, a ich wielobarwność miała łączyć w sobie zalety wszystkich innych kamieni szlachetnych. W ten sposób kamienie stały się swego rodzaju talizmanami, wysoko cenionymi, bo ustępującymi jedynie szmaragdom. Cesarze rzymscy darowali biżuterię z opali swoim żonom, by przynosiła im szczęście. Tak zwany Kamień Kupidyna miał również przynosić szczęście w miłości.

Czarny opal z Australii.

Czarny opal z Australii. Fot. Didier Descouens.

Podobny status miały opale w innych starożytnych kulturach. Powszechne (zwłaszcza wśród starożytnych Greków) było przekonanie o magicznych mocach pięknego kamienia, który miał dawać swojemu nosicielowi umiejętność przewidywania przyszłości. Wśród innych umiejętności, jakie miał posiąść posiadacz opalu, była między innymi… zdolność teleportacji. W kulturach wschodnich opal miał z kolei status kamienia nadziei.

Średniowiecze

Opinia magicznego talizmanu zaczęła szkodzić opalom w średniowieczu. Początkowo nic nie wskazywało na to, że uwielbienie dla efektownej gry barw zaszczepione w Europie i Afryce przez legiony rzymskie miałoby się skończyć. Jednak począwszy od XI wieku zaczęto dostrzegać diabelskie siły stojące za magicznymi mocami opali. Biskup Rennes napisał wówczas, że choć opal obdarza swojego posiadacza ostrym i przenikliwym wzrokiem, to jednak zasnuwa wszelkie inne zmysły nieprzeniknioną ciemnością. Mogło to być echo starego przekonania, że noszony przy sobie w odpowiedni sposób opal gwarantuje niewidzialność. Dzięki temu kamień ten stawał się idealnym talizmanem złodziei i skrytobójców.

Opale zgubiło także ich podobieństwo do oczu zwierząt, którym przypisywano złe moce – na czele z kotami. Jednak mimo przesądów, w średniowieczu opal nadal pozostawał cenionym kamieniem szlachetnym, opiewanym przez pisarzy i chętnie noszonym przez możnych. Kamień ten cieszył się także estymą w krajach skandynawskich. Dobrą opinię zachował także w kulturach arabskich.

Renesans i nowożytność

Paradoksalnie zła legenda opalu umocniła się w czasach renesansu oraz późniejszych. W XVI-wiecznej Anglii opal był już postrzegany jako „oko złego”, przynoszące nieszczęście tak samo, jak spjrzenie czarownicy. Legenda ta trafiła za ocean wraz z podbojem Ameryki Północnej. Opal był już ceniony tylko w domach królewskich Europy.

W XVIII wieku – czasie chaosu i upadku monarchii francuskiej – opal dodatkowo stracił na reputacji. Gwoździem do trumny okazały się wielkie epidemie dziesiątkujące Europę. Wśród wielu możliwych przyczyn zaraźliwego powietrza wymieniano także zupełnie niegroźne kamienie szlachetne.

Opale w XIX wieku

W XIX wiek opale wchodziły z zszarganą reputacją, którą usiłowały naprawić nieliczne jednostki. Jedną z bardziej znanych była królowa Wiktoria. Chętnie nosiła ona opale i miała ich własną, efektowną kolekcję. Czyżby chciała w ten sposób naprawić straty, które zadała opalowi XVI-wieczna Anglia?

Niestety, poza nielicznymi wyjątkami opal miał już fatalną opinię. Upodobaniom Wenecjan do opali przypisywano między innymi katastrofę ich miasta w wyniku epidemii dżumy w 1348 roku. U progu narodzin współczesnej medycyny opale uznawano też za przyczynę innych epidemii.

Ostateczny cios legendzie opali zadał Walter Scott w swojej powieści Anna z Geierstein (Anne of Geierstein). Kamień obdarzony niezwykłą mocą przynosi w niej śmierć swojemu właścicielowi. Od tej pory opale już powszechnie postrzegane były jako sprowadzające nieszczęście, a nawet śmierć. W ciągu kilku lat ceny opali spadły o połowę.

Fragment artykułu zamieszczonego w Lawrence Journal World 6 czerwca 1923 roku.

Fragment artykułu zamieszczonego w Lawrence Journal World 6 czerwca 1923 roku. W tekście wskazano, że odpowiedzialność za złą aurę otaczającą piękne kamienie ponosi między innymi Walter Scott. To między innymi ten artykuł pomógł przezwyciężyć klątwę opali.

Złej opinii nie zmieniły już artykuły rzetelnie opisujące narodziny fatalnej legendy opali, a także argumentujące, że Sir Walter Scott absolutnie nie zamierzał przykleić opalom łatki kamieni sprowadzających śmierć. Możliwe też, że w końcu XIX wieku niechęć do opali umiejętnie podsycali producenci diamentów, zaniepokojeni nowymi odkryciami złóż pięknych opali.

Powrót opali

Trzeba było wysiłków wielu ludzi, by odbudować dobrą reputację opali. Spora w tym zasługa Australijczyków, którzy odkryli w XIX wieku ogromne złoża opali. Aby dobrze zarobić na tym znalezisku, trzeba było zdjąć z opali odium pecha i śmierci.

Przełomem okazał się rok 1924. Piękne, czarne opale z Australii zostały wówczas zaprezentowane na wystawie British Empire Exhibition na Wembley w Londynie. Wystawa Czarnych Opali stała się częścią ekspozycji w australijskim pawilonie w latach 1924-1925.

Również w 1924 roku ukazała się wydana w Londynie książka Opal, the Gem of the Never-Never autorstwa Tullie Wollastona. W połączeniu z opublikowanymi wcześniej pracami mineralogicznymi, w których wykazywano nonsens dziwacznych przesądów, odwróciła ona negatywne trendy i odbudowała pozycję opali, wpływając korzystnie na ceny tego kamienia. Udało się także pozyskać odbiorców dla czarnych opali, które początkowo nie cieszyły się dużym zainteresowaniem jubilerów. W kilka lat później Wielki Kryzys dotknął wprawdzie poważnie australijskich producentów opali, lecz tym razem był to efekt czynników czysto ekonomicznych, a nie związanych z magią i przesądami.

Podziemne mieszkanie w Coober Pedy (Australia).

Podziemne mieszkanie w Coober Pedy (Australia). Podziemne pomieszczenia to efekt eksploatacji na tym terenie bogatych złóż opali. Źr. Wikimedia Commons.

W XX wieku miłośnicy opali uzyskali jeszcze jeden argument przemawiający na korzyść pięknej odmiany krzemionki. Harry Brukarz, właściciel sklepu z opalami z Sydney, w latach 40-tych i 50-tych ubiegłego stulecia wielokrotnie wygrywał główne nagrody w loteriach. W jego własnej opinii niewiarygodne szczęście zawdzięczał on właśnie opalom.

Źródła: