Shackleton Range (Coats Land).

Fragmenty skutego lodem Coats Land na Antarktydzie stanowiły miliard lat temu część Ameryki Północnej (fot. NASA ICE).

Współczesne kontynenty stanowią zlepek mniejszych fragmentów skorupy ziemskiej, z których każdy posiada własną, często zupełnie odrębną historię. Prowadzi to do zdumiewających odkryć. Międzynarodowa grupa naukowców znalazła właśnie dowody na to, że fragmenty Ameryki Północnej stanowiły 1,1 miliarda lat temu część Antarktydy.

Mogę pójść w góry zachodniego Teksasu i stanąć obok tego, co było kiedyś częścią Antarktydy – stwierdziła Staci Loewy z Universytetu Kalifornijskiego w Bakersfield. Kierowany przez nią zespół ustalił, że ponad miliard lat temu istniało bezpośrednie połączenie pomiędzy dwoma kontynentami, które dziś znajdują się na przeciwnych stronach ziemskiego globu. Centralna część dzisiejszej Ameryki Północnej weszła wówczas wraz z Wschodnią Antarktydą w skład superkontynentu Rodinia, skupiającego prawie wszystkie fragmenty skorupy kontynentalnej rozrzucone dziś po całym świecie.

Istnienie superkontynentów nie jest kwestionowane; najbardziej znanym z nich jest Pangea, która powstała i rozpadła się około 300-200 milionów lat temu. Znaleziono również dowody na istnienie starszych superkontynentów. Jednym z nich jest Rodinia, datowana na około jeden miliard lat temu.

Choć naukowcy zgadzają się co do istnienia Rodinii i tego, że w jej skład weszły prawie wszystkie ówczesne kontynenty, to jednak wciąż nie ma zgody co do rozmieszczenia fragmentów skorupy kontynentalnej w obrębie tego superkontynentu. Istnieje kilka hipotez nazwanych niewiele mówiącymi akronimami. Teorie te są źródłem nieustających dyskusji od ponad 20 lat. Oto wybrane z nich:

  • model SWEAT – najstarsza i najdokładniej zbadana hipoteza; to właśnie na jej korzyść przemawiają najnowsze odkrycia; w świetle tej hipotezy 1,1 miliarda lat temu dzisiejsza Ameryka Północna (a wówczas kontynent, który określamy nazwą Laurencja) znalazła się tuż obok zachodniej części Australii oraz Antarktydy Wschodniej;
  • „model zgubionego ogniwa” zakłada, że pomiędzy Laurencją (a więc Ameryką Północną) a Australią i Antarktydą znalazły się jeszcze dzisiejsze południowe Chiny (sytuacja się komplikuje, prawda?); model zakładający bliskie sąsiedztwo czterech dzisiaj bardzo odległych fragmentów skorupy kontynentalnej opracowano kilkanaście lat temu; do dzisiaj znaleziono szereg argumentów przemawiających na jego korzyść;
  • modele AUSWUS i AUSMEX skupiają się na hipotetycznym sąsiedztwie Australii i południowo-zachodniej części dzisiejszych Stanów Zjednoczonych (AUSWUS) lub wręcz kwestionują istnienie bezpośredniego połączenia Laurencji z duetem Australia-Antarktyda, postulując sąsiedztwo Australii i rejonu Meksyku; obie hipotezy napotkały na szereg trudności, znaleziono wiele faktów przemawiających na ich niekorzyść – stąd też proponowane przez nie konfiguracje kontynentów są mało prawdopodobne.

Pierwszy z wymienionych modeli (SWEAT) ma swoje słabe strony i był często krytykowany. Nowe odkrycia przemawiają jednak na jego korzyść. Naukowcy odkryli bowiem, że próbki skał pobranych z rejonu Teksasu oraz z Coats Land na Antarktydzie i wydatowanych na około 1,1 miliarda lat, wykazują bardzo zbliżoną zawartość izotopów ołowiu. Wskazuje to na taką samą genezę tych skał.

Co ciekawe, istnieją również dowody wskazujące na to, że około 1 miliarda lat temu rejon Coats Land zderzył się z kratonem Kalahari, stanowiącym dziś część południowej Afryki. Tym samym wszedł on w skład znacznie większego kontynentu, razem z Laurencją (Ameryką Północną) oraz fragmentami afrykańskimi. Ten kontynent to właśnie Rodinia.

Źródło: ScienceDaily